Polska zwolniona z paktu migracyjnego - dlaczego eksperci zachowują ostrożność?
© European Union, 2025, CC BY 4.0, via Wikimedia Commons

Polska zwolniona z paktu migracyjnego? Eksperci zachowują ostrożność

Przemysł i gospodarka

Polska zostanie wyłączona z mechanizmu obowiązkowej relokacji migrantów – taka informacja zelektryzowała polską scenę polityczną w październiku 2025 roku. Premier Donald Tusk ogłosił na platformie X, że "nie będzie w Polsce relokacji migrantów i nie będzie! Załatwione". Choć nieoficjalne doniesienia RMF FM pojawiły się już wcześniej, to właśnie stanowcze oświadczenie szefa rządu rozpaliło debatę o rzeczywistym zakresie zwolnienia i jego trwałości.

Czy Polska naprawdę jest już poza paktem?

Entuzjazm rządu nie został podzielony przez wszystkich obserwatorów unijnej polityki. Według nieoficjalnych doniesień z Brukseli, Polska może zostać zwolniona z obowiązków unijnego paktu migracyjnego, w tym przymusowej relokacji migrantów i kar finansowych, jednak kluczowe słowo w tym zdaniu brzmi: "może".

Anna Bryłka, europosłanka Konfederacji, ostro skrytykowała narrację o "załatwieniu" sprawy. "Nie ma żadnej oficjalnej decyzji w sprawie paktu migracyjnego" – podkreślała podczas debaty w Polsat News. Jej zdaniem rząd Tuska ogłasza sukces przedwcześnie, ignorując fakt, że mechanizm solidarnościowy będzie ustalany corocznie. Co więcej, w 2025 roku pakt nie obowiązuje, a wdrażanie Paktu o Migracji i Azylu będzie przedmiotem prac Rady ds. sprawiedliwości.

Wiceminister MSWiA Maciej Duszczyk również zachowywał ostrożność, stwierdzając, że nie może potwierdzić informacji o zwolnieniu. Polska "zrobiła naprawdę wszystko", aby przekonać Komisję Europejską, zabierając przedstawicieli UE i ministrów spraw wewnętrznych na wschodnią granicę, jednak "cały czas czekamy" na ostateczne rozstrzygnięcie.

Ukraińscy uchodźcy jako argument nie do odparcia?

Podstawą polskiej argumentacji jest niespotykana skala wsparcia udzielonego uchodźcom z Ukrainy. Podczas spotkania 7 lutego 2025 r. z Ursulą von der Leyen premier Donald Tusk stwierdził, że "Polska nie będzie implementowała paktu migracyjnego w sposób, który by spowodował dodatkowe kwoty imigrantów w Polsce", a jego argumentacja znalazła zrozumienie Komisji Europejskiej.

Polska przyjęła blisko dwa miliony uchodźców wojennych z Ukrainy po rosyjskiej inwazji w 2022 roku. To właśnie ta liczba miała przekonać Brukselę o wyjątkowej sytuacji naszego kraju. Dodatkowo władze wskazywały na instrumentalizację migrantów na wschodniej granicy przez reżim Łukaszenki i trwającą wojnę w Ukrainie jako czynniki uzasadniające przyznanie statusu państwa "pod presją migracyjną".

Status ten oznaczałby nie tylko zwolnienie z "obowiązkowej solidarności", ale również możliwość otrzymywania dodatkowych środków finansowych z puli solidarnościowej. To rozwiązanie przewidziane w pakcie dla krajów najbardziej obciążonych napływem migrantów.

Mechanizm solidarności – co kryje się za biurokratycznym żargonem?

Pakt o migracji i azylu, zatwierdzony przez Radę Europejską w maju 2024 roku (mimo sprzeciwu Polski, Węgier i Słowacji), zakłada stworzenie mechanizmu solidarności. Jego celem jest bardziej równomierne rozłożenie odpowiedzialności za przyjmowanie migrantów między wszystkie państwa członkowskie.

W praktyce oznacza to:

  • Roczną relokację minimum 30 000 osób z krajów o dużym napływie do państw o mniejszej liczbie przybyszów
  • Karę 20 000 euro za każdą osobę, której limit nie został zrealizowany
  • Alternatywnie – zapewnienie personelu, logistyki lub innych zasobów

Kluczowe jest to, że osoby ubiegające się o azyl nie mają wpływu na miejsce rozpatrzenia ich wniosku. System ma działać automatycznie, a państwa niechętne relokacji mogą wybierać między przyjęciem migrantów a płaceniem kar lub wsparciem operacyjnym.

Prezydent kontra premier – kto reprezentuje Polskę?

Polityczny kontekst debaty komplikuje fakt, że w sprawie paktu migracyjnego głos zabrali zarówno premier Tusk, jak i prezydent Karol Nawrocki. W liście do Ursuli von der Leyen prezydent napisał: "Nie wyrażę zgody na wdrażanie Paktu o Migracji i Azylu w Polsce", dodając, że Polska "nie zgodzi się na jakiekolwiek działania instytucji europejskich, które zmierzałyby do rozlokowania w Polsce nielegalnych migrantów".

Zdaniem szefa Kancelarii Prezydenta, Zbigniewa Boguckiego, to właśnie ten list przesądził o decyzji Brukseli. Jednak Robert Biedroń z Lewicy nazwał go "donosem na PiS", sugerując, że Nawrocki próbuje przypisać sobie sukces wypracowany przez rząd.

Ta polaryzacja pokazuje, jak bardzo temat paktu migracyjnego jest upolityczniony. Prawo i Sprawiedliwość zorganizowało nawet antyimigracyjny marsz w Warszawie, którego celem – jak deklarował Jarosław Kaczyński – było "zatrzymanie paktu migracyjnego i odsunięcie od władzy szkodliwego rządu".

Co dalej? Zwolnienie na rok czy trwałe rozwiązanie?

Anna Radwan-Röhrenschef, podsekretarz stanu w MSZ, przyznała, że prawdopodobne wyłączenie Polski ze zobowiązań paktu migracyjnego będzie obowiązywać przez rok, z dużym prawdopodobieństwem odnowienia. To oznacza, że każdego roku sytuacja będzie podlegać weryfikacji, a Polska będzie musiała na nowo przekonywać Brukselę o swojej szczególnej pozycji.

Pomimo deklaracji Donalda Tuska że "Polska nie będzie implementowała żadnego paktu migracyjnego" i pomimo twierdzeń polityków opozycji, że premier zgodził się na obowiązkową relokację migrantów, wciąż żadne wiążące decyzje w tej sprawie nie zapadły.

Ostateczna decyzja Komisji Europejskiej miała zapaść w połowie października 2025 roku. Warto pamiętać, że zwolnienie z relokacji nie oznacza zwolnienia z całego paktu migracyjnego – Polska nadal będzie zobowiązana do przestrzegania innych jego zapisów dotyczących procedur azylowych i ochrony granic.

Sukces rządu czy PR-owa narracja wyprzedzająca fakty? Na definitywną odpowiedź przyjdzie jeszcze poczekać, ale jedno jest pewne – debata o pakcie migracyjnym pozostanie jednym z najbardziej gorących tematów polskiej polityki.